Aby zobaczyc wszystkie dostepne opcje i wylaczyc reklamy Zaloguj sie lub Zarejestruj.

Recenzja: Sokół i Marysia Starosta - "Czarna Biała Magia" Wyróżniony

Recenzja: Sokół i Marysia Starosta – „Czarna Biała Magia”

Kolaboracja Sokoła i Marysi Starosty oraz sukcesywny efekt ich wspólnych starań w postaci pierwszego albumu Czysta Brudna Prawda przez wielu został odebrany za znak mówiący, że przy kolejnych produkcjach duet ulegnie transformacji, zacznie tworzyć muzykę dla mas i pchać się do mediów. Nic bardziej mylnego! Wprawdzie Sokół i Marysia wracają ze swoją najnowszą płytą Czarna Biała Magia, ale z pewnością nie jest to album dla mas a tym bardziej rozgłośni radiowych. Krążka również nie można nazwać progresywną kontynuacją pierwszego, ponieważ to nie jest kolejna płyta o tym samym w lepszym ujęciu. Czarna Biała Magia to zupełnie coś nowego na polskim rynku muzycznym. Wszystko zostało stworzone od podstaw. Począwszy od wyszukanego pomysłu, przez realizację po końcowy rezultat.

Z jednej strony raper i wokalistka nie muszą zabiegać o szum medialny. Czarna Biała Magia osiągnęła status złotej płyty w dniu premiery i w zasadzie na tym można zakończyć wszelkie spekulacje i demagogie. To wyróżnienie jest argumentem, którego nie da się obalić. To zaszczyt i wyznacznik uznania ze strony społeczeństwa dla każdego, kto zajmuje się tworzeniem muzyki. Sedno w tym, że ta płyta sprzedała się, ale nie została nagrana dla korzyści materialnych. Nie oszukujmy się! Jeśli ktoś robi coś dobrze przez ponad dekadę i ma to wzięcie, to po pewnym czasie nazwisko czy ksywa staje się marką, która sprzeda wszystko. Zatem Sokół mógł osiąść na laurach nagrać byle co i mieć pewność, że to się sprzeda. Jednak NIE zrobił tak i słychać to od pierwszego do ostatniego utworu znajdującego się na płycie.

Słuchając Czarnej Białej Magii można odnieść wrażenie, że Sokół zagłębił się w swoją twórczość nabierając jeszcze większego dystansu do otaczającego go świata. Na krążku zostały zarejestrowane utwory przedstawiające dane sytuacje, które mogą spotkać każdego śmiertelnika. To było do przewidzenia. Sokół słynie z umiejętnego pisania opowieści. Natomiast zaskoczeniem jest koncepcja w jakiej te kawałki zostały osadzone. Wszyscy lubujący się w rapie Sokoła nie spodziewali się tak chłodnego i metalicznego klimatu tego wydawnictwa. W zasadzie nie trzeba rzucać tytułami, bo na płycie żaden kawałek nie wchodzi w rolę zdecydowanego faworyta. Każdy utwór skrywa w sobie głębszy sens. Niektóre kawałki są poważne i kipi z nich dynamika mająca sprawić, że słuchacz zrozumie powagę rozpatrywanej w kawałku tematyki, która nierzadko została przedstawiona w ujęciu metaforycznym. Z drugiej strony niektóre numery są wesołe, ale i to trzeba umiejętnie zinterpretować. Sokół „narrator” nie ocenia i nie ingeruje a jedynie ogranicza się do suchego opisu, który wprawdzie nie zawsze jest suchy. W dalszym ciągu niezmienny pozostaje flow rapera. Mało modulacji głosu, przyśpieszeń, wyrażania emocji za pośrednictwem intonacji. Zdecydowanie za mało. I tutaj właśnie wkracza Marysia. Wokalistka znakomicie uzupełnia rapera. Wprawdzie gra drugie skrzypce, ale została o niebo lepiej wkomponowana w kawałki w porównaniu z poprzednią płytą. Również zauważalny jest postęp w jej umiejętnościach wokalnych. Śpiewa czyściej, głos jej nie drży. Śmiało można stwierdzić, że przez ostatnie lata sumiennie pracowała i nabrała trochę pewności siebie. Na krążku znajdują się solowe kawałki wokalistki. Nie można powiedzieć, że zabijają one monotonię, bo ta nie występuje, ale nieźle urozmaicają krążek.

Najlepszym elementem albumu jest warstwa dźwiękowa. Album to zbiór naprawdę górnolotnych bitów doprawionych skreczami i cutami. Każdy podkład został przemyślany i dopracowany w najdrobniejszym detalu. Niektórym może się nie podobać, że wstęp do poszczególnych kawałków jest zbyt długi, ale patrząc na to z drugiej strony długi wstęp często buduje osobliwy klimat, który przygotowuje słuchacza do kolejnego numeru bardziej zróżnicowanego od poprzedniego. Niektóre bity zostały stworzone przez najlepszych w tym fachu. Wymienić można choćby pana zwanego DJ Premier, który odpowiada za produkcję podkładu i cuty w kawałku Zepsute Miasto. I to wcale nie pierwsza i nie ostatnia perła na tym albumie odpowiedzialna za bity, ale z pewnością najjaśniejsza. Warstwa dźwiękowa to majstersztyk. Polska produkcja wymieszana z amerykańskimi brzmieniami. Polskie produkcje charakteryzujące się brzmieniem na podobnym poziomie, które miały premierę w bieżącym roku można policzyć na palcach jednej ręki.

Sokół i Marysia Starosta udowodnili, że rap w Polsce można tworzyć na różne sposoby. Przetarte szlaki wcale nie okazują się najlepsze, bo gdyby tak było ludzie z zamkniętymi oczami nie brnęliby w nieznane. Myślę, że nie będzie żadnym nadużyciem, gdy na koniec napiszę, że album śmiało może kandydować do zaszczytnego miana płyty roku.

Norbert Oruba (RespecTHH.pl)


Czytany 11927 razy

Panel Uzytkownika

Zaloguj sie